[8]
dawno nie pisałam, ale tak jakoś wyszło.
więc chciałabym napisać, że jeśli istnieje coś takiego jak Przeznaczenie, to musi mieć świetną zabawę.
taaaak, praca takiego Przeznaczenia musi być bardzo ciekawa. musi być zawsze zachowana równowaga, nigdy nikt nie może mieć do końca dobrze i do końca źle.
może się wydawać, że ktoś ma do końca źle, ale to pewnie nie prawda. tylko, że jeśli komuś umrą bliscy, okradną go, spalą dom, wyrzucą z pracy, mało się cieszy z tego, że w ogóle żyje.
za to jeśli komuś się uda wygrać milion, dostanie awans, zacznie mu się układać w małżeństwie to na pewno stanie się coś złego. coś, co zniszczy wszystkim dobre nastroje, coś takiego, że nie przejdzie nikomu przez gardło 'mogło być gorzej'. przykładowo: ktoś zachoruje na śmiertelną chorobę albo umrze.
i wtedy wszystko gaśnie.
jak trudno jest się cieszyć z życia, kiedy istnieje coś takiego jak Przeznaczenie zajmujące się równowagą.
tylko, czy to naprawdę jest równowaga?
wychodzi na to, że i w jednym, i w drugim przypadku człowiek się nie cieszy.
czemu tak jest?
czemu nie można by stworzyć takie równowagi, dzięki której wszyscy mieliby się z czego cieszyć?
tak po za tym, wróciłam dzisiaj z seansu filmowego z domu u., gdzie nocowałam. było bardzo fajnie, chociaż zombie wyglądają obrzydliwie, zwłaszcza przy jedzeniu. a jedzą ludzi.
szapi. 28/09/2008 12:04:18 [
komentarzy 2]
pisz!
[7]
cześć.
dzisiejszy poranek okazał się bardzo ciekawym przeżyciem.
mianowicie...
wstałam sobie, jakbym szła na ósmą, bo szanowny pan A. zapewnił mnie wczoraj, ze lekcje zaczynają się od ósmej. jednak niepewna, czy jest on wiarygodnym źródłem, napisałam smsa do O. I słusznie, bo okazało się, że idziemy na ósmą pięćdziesiąt.
ha! pooglądałam telewizję, ponudziłam się, aż w końcu uznałam, że czas na lekcje. około dwadzieścia po ósmej już wysiadałam z autobusu koło szkoły.
i wtedy spotkałam A. razem z P. i drugim panem P., którego wobec tego będę nazywać panem M.
'oh! tyśka!'
i poszli ze mną w stronę szkoły. ale zamiast wejść do środka, minęli wejście.
'idziesz z nami po S.?'
albo nie, to było raczej stwierdzenie.
'idziesz z nami po S.'
nie chciałam, ale w końcu mnie namówili (i pociągnęli ze sobą). poszliśmy do S., który niedawno wstał, oni rozsiedli się jak gdyby nigdy nic, zaczęli gadać.
'spokojnie, zdążymy'
a potem:
'i tak już będziemy mieli nieobecność, więc nie ma po co iść'
okazało się, że wcale się nie wybierają na matematykę (pierwszą lekcję) i co lepsze, ja się też nie wybieram. chociaż chciałam, ja przeciwko czterem wysokim chłopakom niewiele mogę. szczególnie, gdy stoją w przejściu i pilnują drzwi.
'nie stresuj się, pójdziemy na druga lekcję'
potem poszliśmy nawet na spacer z psem S. chciałam wziąć ze sobą plecak i uciec im na spacerze, ale nie.
'nie bierz plecaka, przecież my tu wrócimy'
ehh. dziewczyny zaczęły do mnie pisać, jak się dowiedziały o moim 'porwaniu'...
w końcu, po wielu trudach i przeciwnościach losu stawiłam się w szkole na drugą lekcję matematyki.
a najgorsze jest w chłopakach to, że choć są tacy głupi, to nadal ich bardzo lubię.
kurde no!
szapi. 18/09/2008 19:16:36 [
komentarzy 1]
pisz!
[6]
hej.
już szósta notka, jak to szybko minęło...
w sumie nie mam nic, czym chciałabym się podzielić teraz ze światem blogowym. ten blog miał być takim lekkim, zwykłym pamiętnikiem czternastolatki, o tym, jak się cieszę głupotami, jak mi smutno przez głupoty.
ale zrozumiałam, że w życiu zwykłej czternastolatki też zdarzają się rzeczy poważne...
dzisiaj byłam na pogrzebie.
czułam się jak w jakimś koszmarze.
a co najdziwniejsze, najbardziej było mi żal najbliższych, którzy odtąd musieli żyć bez niej, a nie jej samej. a przecież nie jestem wierną chrześcijanką, która jest pewna, że po śmierci dobrzy ludzie idą do Boga...
i właśnie takich rzeczy chciałam uniknąć na tym blogu.
miało być lekko, zabawnie wręcz.
no nieważne.
zmieniając temat, chcę się pochwalić, że piszę opowiadanie. nie jest ono udostępnione w internecie, ponieważ jak dotąd pokazywanie moich dzieł światu kończyło się na tym, że nie miałam ochoty pisać dalej i zostawiałam opowiadanie na pastwę losu, samotne i zapomniane. pisząc dla czytelników w internecie cały czas miałam uczucie, które porównać można do niewygodnego krzesła.
tak, krzesło to notka, będzie ci niewygodnie dopóki nie kupisz nowego, czyli nie napiszesz nowej notki. i tak cały czas, w odstępach czasu jak najrówniejszych, żeby nie zniechęcić czytelników :p
a tak, teraz, piszę kiedy mi się zachce, ile mi się będzie chciało.
opowiadanie jest o wojowniczce i jej elfim towarzyszu. całkiem inne niż moje dotychczasowe dzieła. no i podoba mi się :)
moja droga dorolis, nie mogę na blogu napisać jego imienia, bo jeszcze wejdzie tu ktoś niepożądany, jakiś mój znajomy, a wtedy odgadnie wszystko.
jeśli chodzi o wróżby, to choć za bardzo nie wierzę w takie rzeczy, to chętnie bym usłyszała :) masz może gg, własnego bloga albo maila ? to by ułatwiło sprawę.
szapi. 12/09/2008 19:57:11 [
komentarzy 3]
pisz!
[5]
hej hej.
zaczął się drugi tydzień szkoły.
z jednej strony jest fajnie, moja klasa jest zaczepista, k. chodzi ze mną do szkoły i w ogóle.
z drugiej jednak strony nie jest wcale fajnie.
zmarła moja ciocia, ponownie się zakochałam w tym samym chłopaku, pani przesiadła mnie do najobrzydliwszego chłopaka w klasie (jedynego, które z klasy nie lubię)...
tak to jest, ze te bardzo poważne i ważne sprawy mieszają się z tymi, można powiedzieć, błahymi. ale z takich właśnie spraw składa się życie każdego człowieka.
po za tym będę chodzić na basen w ramach zajęć wf.
w sumie cieszę się, bo lubię pływać, ale z drugiej strony nie wiem, jak to będzie, bo chłopcy z mojej klasy mogą się okazać... idiotami :)
co do ponownego zakochania, to też ma swoje złe i dobre strony. zła - no, bo to chyba miłość nieodwzajemniona (piszę "chyba" bo to nie jest takie łatwe, jak zwykłe zauważanie, że on się patrzy, że zagaduje itd). dobra - podobno dzięki zakochaniu stajemy się ładniejsze i w ogóle :p
ah, ah. zawsze jest ta DRUGA STRONA.
szapi. 8/09/2008 17:07:15 [
komentarzy 4]
pisz!
[4]
dobry dzień.
więc, jak mówiłam, zdam relację z pierwszych dni szkoły.
rozpoczęcie - wszyscy stoją przed szkołą, witają się, całują, rzucają sobie w ramiona, krzyczą, piszczą, cieszą się i tak dalej. potem idą do swoich sal, siadają. moja klasa wysłuchuje krótkiego powitania w stylu 'nie będę wam wmawiać, że koniec wakacji jest super, ja też się nie cieszę, ale nic nie poradzimy, ja tu pracuję, wy się tu uczycie. takie jest życie, niestety'. okazuje się, że mamy w klasie dwie nowe dziewczyny. potem nasza wychowawczyni prosi olę, żeby zapisała na tablicy nasz plan lekcji, a sama wychodzi w towarzystwie dwóch absolwentów tej cudownej szkoły. po przepisaniu planu, wszyscy sobie idą, rozmawiając. ja z dziewczynami odwiedziłyśmy mc'a ^^ po tym wszystkim od razu do k., na koniec do domu.
to wczoraj.
a dzisiaj: rano miałam podwózkę - zabrała mnie zuźka z rodzicami. potem do szkoły, do sali gim. przywitać się z k., która miała wf. następnie do siebie, do sali nr 9 na matmę. wszystko po staremu.
a! kici kici!
skociłam k. (na twarzy, yeah!), kasię, ankę, zuźkę (strasznie, ale sama się prosiła), sebka, karola i przemusia ^^ z przemkiem to śmiesznie, ale tak jak myślałam.
'przeeemuuuś! mogę cię skocić? :D'
'no dobra'
(wyciągam markera w stronę jego twarzy)
'ale nie na twarzy!'
(zasłonił się)
'oj proszę...'
'nie na twarzy'
'to mogę na ręku?'
'ale nie "kot", jak już to "kotek"'
efekt końcowy: koteczek :*
bo sobie postanowiłam, a inaczej by nie pozwolił ^^
podsumowując: zmienili nam nauczyciela biologii, geografii i wf'u. NIESTETY.
teraz, zamiast żartować sobie na wf'ie z tuchim, musimy biegać, rozciągać się, ćwiczyć... jednym słowem męczyć się na lekcjach z panią, która wyglądem przypomina faceta.
po za tym pewnie już nie będziemy mieli równie beznadziejnego nauczyciela od biologii. już nie będzie ściągania 'na beszczela'... a na biologiach mogliśmy robić, co chcieliśmy!
i geografia, kurde. pani zuzia była fajną babką. a teraz nie wiem jak będzie.
szapi. 2/09/2008 16:45:29 [
komentarzy 2]
pisz!
Zrobiłam sama dla siebie, nie kopiuj, bo zjem twój mózg.